SZKOCJA MOTOCYKLEM. TYGODNIOWY TRIP 06.2017 - CZĘŚĆ II - draVska
SZKOCJA MOTOCYKLEM. TYGODNIOWY TRIP 06.2017 - CZĘŚĆ II

SZKOCJA MOTOCYKLEM. TYGODNIOWY TRIP 06.2017 - CZĘŚĆ II

Brak komentarzy
Przygód ze Szkocji ciąg dalszy.
O pierwszych dniach naszej wyprawy możesz przeczytać TUTAJ.
A o wspinaczce na Ben Nevis, najwyższą górę Wysp Brytyjskich TUTAJ.

Dzień 5 zaczynamy od ładnej trasy przez wsie i typowy country side, dojeżdżamy do Loch Ness.
Samo miasteczko nad jeziorem mocno turystyczne, ale wokół jest przyjemna trasa, którą warto się przejechać.
Kolejnym przystankiem w naszej podróży jest Latarnia Morska Duncansby Head Lighthouse, która działa od przeszło 200 lat. Jest położona w pięknym, cichym zakątku, gdzie można pospacerować, przyglądając się klifom i okolicznym wyspom.
 W drodze z latarni do John o'Groat's, po prawej stronie, można znaleźć sklepik Puffin Croft Farm shop, prowadzony przez przemiłą babeczkę, która sama piecze, wekuje, przyrządza smakołyki i słoiki. Robi pyszne ciastka, ciasta, dżemy i krówki :)Dostanie się u niej również lokalne sery, pamiątki i inne wyroby z końca UK ;)
 No i udało się!  - najbardziej wysunięta na północ osada Wielkiej Brytanii! John o'Groat's ! Ale było radości, bo zostało nam teraz już tylko odwiedzić najdalej wysunięty punkt na wschodzie (zachód i południe już zdobyte!) :)
Po zdobyciu najdalej wysuniętego punktu na północ trzeba było coś zjeść. Nie ryzykowaliśmy bud na John o'Groat's, ale z ręką na sercu mogę Wam polecić Fish&Chips Robins w miejscowości Thurso. Jadłam tam najlepszego dorsza z frytkami, jakiego kiedykolwiek dostałam. Był świeży, soczysty i na prawdę pyszny. Olga skusiła się też na przetestowanie smażonego batonika Marsa - okazał się całkiem spoko ;)
Dzisiejszej nocy spaliśmy w Bower Wigwams - fajna miejscówka za fajną kasę. W dodatku sąsiad od sąsiada położony jest o jakieś 10 kilometrów ;) Właściciele to bardzo mili ludzie, którzy zajmują się hodowlą bydła, owiec i ogólnie farmerstwem. Mają spora wiedzę i fajnie z nimi pogadać. Do dyspozycji dobrze wyposażona kuchnia i czysta łazienka z ubikacją. W księdze gości wpisy z całego świata. Kilka również z Polski!
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego małe owieczki mają takie długie ogony, a później już takie długaśne wcale nie są...? Nie jestem pewna, ale mam wrażenie, ze małe owieczki mają dużo wełny na ogonie, która im zwisa, a później już tak jakby tej wełny mniej, krócej... ;)
     Dzień 6 stał znów pod znakiem długiej trasy.
Na jednym z pit stopów w okolicach zamku Varrich,  byliśmy świadkami przypływu na piaszczystej plaży, gdzie zbierałyśmy z Olgą muszelki. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to tak widoczne i szybko postępujące zjawisko!
Piaszczysta plaża Ceannabeinne (ach te szkockie nazwy!) po drodze do jaskini Smoo.
I kolejny postój przy jaskini Smoo. Nie wchodziliśmy do środka, ale z tego co wyczytałam, można tam popływać pontonem, a w środku wygląda spektakularnie.

Most Kylesku (Kylseku Bridge), który zastąpił dawną przeprawę promową, a otworzyła go sama Królowa. 

     Kinlocheve Service station nie tak daleko od wjazdu na przełęcz Applecross - stacja benzynowa, z co prawda (znów) pierdyliardami midgesów, ale za to najlepsza ubikacja, jaką widzieliśmy przez całą wyprawę :P Były nawet perfumy :P
     I w końcu to, na co długo czekaliśmy! Wjazd na przełęcz Applecross pass Bealach na Ba. Podjazd i zjazd wyborny, moment, kiedy człowiek wjeżdża w pułap chmur - bezcenny! :)Na samym centrum przełęczy chłodno, wietrznie i mokro. W miasteczku Applecross dwa puby, miejsce parkingowe, sklep. Ale my zawróciliśmy i znów przez przełęcz popędziliśmy do naszej dzisiejszej noclegowni... Znów przy Loch Ness! :)

Motocykle zostały ochrzczone midgets slayerami ;)
Dzień 7 zaczęliśmy od przejazdu pomiędzy Forth Bridge w Edynburgu, z widokiem na zupełnie nowy, trzeci most, który jest właśnie w trakcie budowy (póki co nie uwzględnia go nawet Google Maps, stan na 06.06.2017)
Dzień zleciał na ostrej jeździe do Lake District, gdzie rozbiliśmy namioty, by odpocząć w drodze powrotnej do domu. BaysBrown Farm Campsite - pięknie położone pole biwakowe, do którego droga dojazdowa jest tak wąska, tak kręta i tak stroma (ponad 20%!), że aż zajebista! :)
     Na początku trasy zapomnieliśmy kiełbasy - nadrobiliśmy w Edynburgu i nareszcie polska, biała kiełbaska wskoczyła na ruszt! :)Pyszna szamka na zakończenie wycieczki! :)
Dzień 8 i ostatni to szwędaczka motocyklowa po zakamarkach Lake District i miła pogawędka z dziadkiem, który wypatrzył nas na postoju, podbił z ławeczki przed domem, a później dumnie prezentował swój skarb - traktor wiekowy w stanie jak z salonu... ;)
W okolicy odbywał się festyn farmerski, na który ciągnęły tabory i zaprzęgi z całej okolicy. Mijaliśmy ich na prawdę bardzo dużo!
     I ostatnia fotka z wyprawy - nieoczekiwany przystanek w nieoczekiwanych okolicznościach... ;)

Do domów dojechaliśmy zmęczeni i na maksa szczęśliwi, że tyle miejsc i cudów udało nam się zobaczyć. Praktycznie wszystko co zaplanowaliśmy, zobaczyliśmy. 
Droga NC 500 (North Coast 500), która jest Szkocką odpowiedzią na Route 66 w USA - zrobiona! :) 
Nie mówiąc już o wszystkich przygodach i zrządzeniach losu, jakie nas dopadły w trakcie... :)

DLA TAKICH CHWIL WARTO ŻYĆ!

 Byle do następnego wypadu! Już jest planowany! :)

Publikowanie komentarza

Dzięki, że zostawiasz po sobie ślad - to zawsze motywuje :)