TRYB JASNY/CIEMNY

Stoliki z plastra drzewa - cedr zachodni

Spacerując po lesie, który niedawno zaliczył ścinkę spruchniałych drzew, znalazłam piękne plastry pozostawione po zakończeniu prac. Zabrałam do domu, jak to ja ;) i postanowiłam zrobić stoliki - do domu i do ogrodu. 


Łącznie udało mi się przytargać 3 takie plastry cedru zachodniego, czyli żywotnika olbrzymiego.  Drzewa te mają to do siebie, że korą łatwo odchodzi zostawiając piękną gładką ściankę, a także rosną w turbo ciekawych kształtach pnia - niektóre wyglądają po przecięciu jak takie amebki :) 

Jeden z plastrów w bagażniku, świeżo po upolowaniu - sorry za wyposażenie bagażnika - w planach był biwak na drugi dzień, więc bagażnik już spakowany na wyjazd :) 

Jeden, który teraz pełni funkcję stolika pod mikrofalówką w kuchni - jest dość gruby i 'krępy', drugi, który zdobi ogród, jako stolik kawowy przy fotelu wiszącym, ma kształt typowej ameby i jest najgrubszy. Natomiast trzeci - który został podstawką pod donicę z jukką, jest dość płaski, z dziurą po spruchniałym drzewie w środku.



1. Najgrubszy i największy plaster przygotowałam i zaimpregnowałam tak, żeby mógł służyć jako stolik ogrodowy i był odporny na warunki atmosferyczne. 


Po skończonej pracy - zaimpregnowany i oby służył wiele lat! :) 

Najpierw usunęłam z niego zbędną korę, która odchodziła. Miejscami było z tym sporo pracy, zwłaszcza w zagłębieniach. Pomogłam sobie specjalnym narzedziem, przypominającym dentystyczny stcik, który dentyści używają do sprawdzania nam zębów. Zakrzywiona końcówka pomogła mi uporac się z uciążliwymi kawałkami kory, które utknęly gdzies w jakimś zakamarku.

Po usunięciu kory, przyszedł czas na oszlifowanie góry i spodu. 
Oszlifowaną górę i spód, pomalowałam bejcą ciemnego koloru, aby potem znów oszlifowałać całość i wyciągnąć piękny deseń nierównych słojów. Na koniec położyłam trzy warstwy lakieru bezbarwnego do użytku zewnętrznego (outdoor varnish). 

Bejca, której użyłam - kolor: ciemny palisander

Schnąca warstwa bejcy, przed szlifowaniem góry

Użyłam odrobiny bejcy na praktycznie suchym pędzlu z plastikowym włosiem do wydobycia nierówności i detali 


2. Drugi plaster, cieńszy i również pełen w środku - przygotowałam do postawienia w domu. 

Tu postawiłam na naturalny kolor - jedynie wydobyty głębią lakieru bezbarwnego. Oczyściłam z pozostałej kory, oszlifowałam. Nie używałam bejcy ani opalarki. Na koniec lakier, również bezbarwny. Przymocowałam ten plaster do starego taboretu. I obecnie cieszy oko w kuchni, jako stolik pod mikrofalówką ;) Chociaż w głebi serca wiem, że przyjdzie jego moment na wyeksponowanie i nie będzie tylko 'kuchennym elementem'. 

Chciałam bardziej go wyeksponować, ale ostatecznie trafił pod mikrofalówkę - chwilowo!

Plaster, który miał zostać stolikiem na dość długich nogach (od taboretu), miał trochę problemu z wilgocią. Spędził sporo czasu na słońcu, zeby pożadnie wyschnąć, później zaimpregnowałam go specjalnym płynem przeciw grzybicznym. Zielone elementy zeszły podczas szlifowania.


Pierwsza przymiarka do nóżek - miałam pod ręką stary taboret i tak już zostało. Chociaż zdaję sobie sprawę, że inne rozwiązanie i inne nóżki mogłyby być bardziej spektakularne. 



A tu mały close - up jeśli chodzi o słoje i juz polakierowaną dwukrotnie powierzchnię.



3. Ostatni plaster sprawił mi więcej kłopotu. Środek okazał się mocno spruchniały, nie wiedziałam za bardzo jak to ugryźć, zaczęłam więc od opalenia całości, również boków. 

Tak prezentuje się opalona i zalakierowana 'podstawka' pod donicę :) 

Idąc za ciosem - zaczęłam wypalać spruchnialy środek tak, żeby mieć jak najmniej pracy z usuwaniem tej części. I to okazał się strzał w 10. 


Później używając śrubokręta i młotka usunęłam wszystko to, co zostało. Nie ukrywam, że najbardziej czasochłonne zajęcie ze wszystkich, bo zależało mi na usunięciu dokładnie całości spruchniałego drzewa i wygładzeniu pozostałej części. 



Następnie w ruch poszła wiertarka z metalowymi szczotkami - pomogło mi to usunąć resztki spruchnialej warstwy. 







Potem znów opalenie palnikiem. I szlifowanie. 



Zrobiło sie barrrrdzo jasno - więc znów trochę wszystko 'przypaliłam'.




Na koniec lakierowanie. 




Ten plaster z kolei służy jako “podstawka” pod donice z dużym kwiatem w domu i prezentuje się pięknie :) 



Dary lasu!  :)


Komentarze

Zajrzyj też tutaj

Ilu Was tu zajrzało

Często klikane

all rights reserved draVska.com