Dzisiaj odrobinę prywaty i chwali post - choć niestety efekt końcowy nie jest tak spektakularny, jakbym chciała, a to za sprawą węzłów sznura. Jako nowicjusz i kompletny laik nie zrobiłam tego jak “fabrycznie” mogłoby to wyglądać. Ale i tak jestem zadowolona z efektu końcowego. Pierwsze koty za płoty, zwłaszcza w kwestii wiązań i węzłów.
Może komuś przyda się ta inspiracja, żeby nie wyrzucać swojego fotela wiszącego, tylko dać mu drugie życie. Ja do swojego tak się przywiązałam, że na myśl o wyrzuceniu go - bo zardzewiał i obłaził popękanym plastikowym pseudo rattanem - było mi zwyczajnie przykro. Tyle godzin leniuchowania na słońcu, czytania książek w cieniu w upalny dzień, tyle rozmów - tych ważnych i tych błachych, ten fotel słyszał, jako że jest dla dwóch osób. Po prostu nie miałam serca go wyrzucić.

Mimo, że nigdy tego nie robiłam wcześniej - postanowiłam podjąć się próby reanimacji. Za niewielkie pieniądze (w porównaniu do nowego krzesła) kupiłam primer, farbę do metalu, linę odporną na warunki pogodowe i zaczęłam działać.
Materiały, jakie kupiłam (starałam sie, zeby wyszło budżetowo):
Farba do metalu Hammerite Smooth Black
Primer na rdzę Rust Oleum, kolor czarny
Lina do prania 8mm 4x30 metrów - idealnie wystarczyła
Postanowiłam tez zainwestować w tym roku w specjalny cover na zimę, ponieważ u nas dużo pada i nie chciałam, żeby szybciej się zniszczyło. Było troche zachodu ze znalezieniem covera na krzesło podwójne w odpowiedniej cenie. Ale trochę poszperałam i się udało.
Już dwa lata prędzej starałam się naprawić uszkodzone i popękane linki i łączenia - usunęłam wszystko i zastąpiłam to linką do prania wzmocnioną metalowymi filamentami w środku, ale niestety - nie wyglądało to estetycznie. A teraz, kiedy chciałam zrobić to porządnie, cały stelaż krzesła wymagał zeszlifowania rdzy i ponownego pomalowania. Jak widać na załączonych obrazkach - stan był opłakany.
Z przodu, gdzie łączyły się wszystkie rurki rdza przeżarła stelaż - to było dla mnie największe wyzwanie. Nie mam sprzętu do spawania, więc musiałam improwizować...
Zaczęłam od usunięcia starej linki, którą dwa lata wcześniej zastąpiłam popękane łączenia rattanowe i szlifowania rdzy i odchodzącej farby. Nie skupiałam sie na całkowitym usunięciu szarej farby - tam gdzie sie trzymała, tylko kilka razy pociągnęłam papierem ściernym, żeby ją zmatowić.
Większość zrobiłam ręcznie, papierem ściernym o róznej grubości. Kilka miejsc przejechałam szlifierką z papierem.
Całość przeciagnęłam wastwą impregnatu do rdzy w kolorze czarnym (Rust Oleum). Teoretycznie farba (Hammerite), którą kupiłam sugerowała, że nie trzeba impregnować i można ją kłaść bezpośrednio na rdzę. Wolałam jednak zrobić to porządnie, żeby mieć efekt na lata. Jestem sentymentalna i nie chcę wyrzucać czegoś, na czym spędziłam tyle wieczorów czytając książki :)
Bardzo ważne dla mnie było, żeby farba dostała się w każdy możliwy detal, więc używałam do tego średniej grubości pędzla, dokładnie penetrując wszystkie łączenia
Sam kosz wiszący pomalowałam dwoma warstwami, tak aby niczego nie pominąć. W ciepły słoneczny dzień farba szybko wysłchła, obie warstwy położyłam tego samego dnia.
Tak stelaż prezentował się po położeniu obydwóch warstw, już wyschnięty dnia kolejnego. Od razu lepiej, prawda? ;)
Czas podjąć największe wyzwanie - rekonstrukcję przeżartej rdzą części przedniej stelażu. Użyłam do tego czarnej taśmy izolacyjnej i stworzyłam coś w rodzaju 'opatrunku'. Uwierzcie - gdybym miała sprzęt, wycięłabym ten fragment i dospawała nowy element przed malowaniem. Ale nie mam do tego ani narzędzi - ani skilla ;)
Zależało mi na tym, żeby taśma idealnie przylegała, nachodziła na siebie i przy tym izolowała część, która była uszkodzona przez rdzę.
Tutaj wygląda to trochę chaotycznie, ale spełnia swoją funkcję - jest solidne, stabilne i zabezpiecza uszkodzony rdzą element. Jak będzie za rok czy za dwa...? Pewnie tu wrócę i podzielę się informacją. A na razie trzymam kciuki za powodzenie projektu reanimacja :)
Po operacji izolacji części stelażu przyszedł czas na olinowanie całego stelażu tak, aby było stabilnie i utrzymało wagę dwóch dorosłych osób. Nie zliczę ile prób podejmowałam i jakie węzły testowałam. Obejrzałam nawet kilka tutoriali z węzłami, ale koniec końców poszłam za głosem intuicji i zrobiłam to jak czułam, że będzie ok i prosto, bez zbędnych komplikacji.
Samej nie jest latwo oplatać, przeplatać, zaplatać i przekładać linę, zwłaszcza, ze jest długa, trzeba ją trzymać, żeby sie nie rozwalała, a do tego pamiętać o tym w którą stronę robimy węzły i w którą naciągamy. Zależało mi na wykonaniu całego projektu od A do Z samodzielnie, więc nie prosiłam o żadną pomoc w trzymaniu czy przeciąganiu liny, a juz na pewno nie w jej naciąganiu. Cóż - kilka razy mi się pomyliło, a zobaczyłam to dopiero po fakcie, jak stelaż był cały opleciony. Najważniejsze jednak, że jest solidny, trzyma idealnie i wygląda 100 razy lepiej niz z linką do prania... :)
Najpierw obwinęłam pierwszą połowę w poziomie, od dołu. Póżniej skupiłam sie na drugiej połowie, od góry.
Tak wyglądało to po zaplecieniu poziomych elementów
Póżniej przeszłam do pionowych węzłów, które przechodziły nie tylko przez rusztowanie, ale również przez stworzone już węzły poziome. I znów ta sama metoda - najpierw jedna połowa a potem druga.
Ok, więc jakich węzłów użyłam? Odpowiedź brzmi - najprostrzych, jakie nie wymagały ode mnie cudowania z grubaśnymi zwojami liny i przeplataniem ich przez już ciasne łączenia.
Najpierw przeciągałam 'lasso' pod linką do góry, jak na zdjęciu
Póżniej przez to lasso przeciagałam kłąb liny i całość zaciskałam w kierunku przeciwnym, czyli do środka
A tak prezentuje się już gotowe krzesło / fotel ogrodowy. Pajęczyna węzłów nie jest idealna jak z fabryki, zdarzyło mi się kilka razy zapleść od spodu zamiast od góry lub od lewej zamiast od prawej. Naciąg też nie jest idealny i wiem, że znajdą się osoby, które zrobiłyby to o wiele lepiej (zwłaszcza żeglarze znający najlepsze węzły xD ), ale wszystko trzyma się spoko, połączenie czerni i kremowej liny wygląda na prawdę fajnie. I w porównaniu do wcześniejszej odpadającej szarej farby i rdzy - jest efekt wow :)
Komentarze
Prześlij komentarz
Dzięki, że zostawiasz po sobie ślad - to zawsze motywuje :)