TRYB JASNY/CIEMNY

Historia rezydencji Plas Glynllifon Mansion - zapomnianej perły Walii - film 4K

Dzisiaj będzie długi post. Ale o totalnej petardzie noclegowej na Walii. Rzadko zdarza mi się, żeby jakieś miejsce poruszyło mnie na tyle, żebym po powrocie siedziała godzinami w internecie, przekopywała stare dokumenty, walijskie strony, gazety, archiwa i próbowała poskładać jego historię do kupy. Ale w przypadku TEJ REZYDENCJI po prostu musiałam. Wręcz odpaliłam własne małe śledztwo i dobrnęłam do końca internetów ;)


Wyobraźcie sobie ogromny, piękny dwór z historią sięgającą setek lat. Siedzibę arystokratów, która gościła w 1969 roku obecnego króla Karola III i w której odbył się bal związany z jego inwestyturą na Księcia Walii.

A później...? Pożar, zmiany właścicieli, wielkie plany stworzenia luksusowego hotelu, problemy finansowe, opuszczone korytarze, królestwo urbexu, duchy, jedna z największych kolonii podkowca małego w Europie (to taki nietoperek). A na deser, zupełnie jakby tej historii było jeszcze mało, ogromna plantacja marihuany i nalot policji w kwietniu 2026 roku. A od lipca... ma pokoje do wynajęcia za na prawdę spoko kasę. 

Przed Państwem, Panie i Panowie: Plas Glynllifon Mansion.

W całej okazałości


Prawie 7000 metrów kwadratowych powierzchni, 102 pomieszczenia, ponad 6 hektarów prywatnych ogrodów i terenu wokół rezydencji. Jedna z najważniejszych zabytkowych rezydencji północnej Walii.

I kilka dopiero co, powoli odrestaurowywanych pokoi B&B ze śniadaniem, które od niedawna można znaleźć w internecie i zarezerwować za około 60 funtów za noc. Tak. Dobrze czytacie - 60 funtów za noc... ze śniadaniem! I my tam spaliśmy!

Ale po kolei. :)

Żeby zrozumieć fenomen tego miejsca, trzeba też trochę poznać jego historię, więc bardzo Cię proszę, dobrnij do końca i przeczytaj. Obiecuję, że im dalej, tym robi się ciekawiej. :)

Na samym dole tego posta znajdziesz film z YT z ujęciami z drona z tego miejsca, przeplatanymi z szybkimi ujęciami z telefonu. Trochę głupio było mi nagrywać w środku przy gospodarzach czy przy ludziach - żadna ze mnie influencerka biegająca z kamerą, relacjonująca wycieczkę. Ale coś tam nagralam - chciałam, żeby to miejsce zostało zapamiętane, takie, jakie jest teraz. 
Nie będę też podawać linków do booking czy innych stron noclegowych, szybko wygasają i się zmieniają. Jestem pewna, że jeśli będziecie chcieli tam zostać, znajdziecie łatwo sami - jest na wielu stronach :)

Jak to wygląda na mapie - odległość to około 15 minut autem

Zacznijmy od tego, że na mapach Google rezydencja znajduje się... w innym miejscu. Nie mam pojęcia, czy jest to jakiś celowy zabieg, czy zwyczajna pomyłka, ale potrafi zaprowadzić Was około 15 minut na północ od rzeczywistej lokalizacji i, sądząc po komentarzach osób próbujących znaleźć nocleg, zdarza się to dosyć często.

Na szczęście od razu po tym, jak znalazłam to cudowne miejsce, usiadłam do szukania informacji i jeszcze będąc w Oxfordzie udało mi się namierzyć prawidłową lokalizację, więc jadąc na Walię wiedzieliśmy już, żeby NIE kierować się po prostu pinezką z Google Maps.

Tak na marginesie, zgłosiłam w mapach błędną lokalizację. Może jeśli zrobi to więcej osób, w końcu ktoś ją poprawi. :)

Z racji tego, że bez wcześniejszej wiedzy naprawdę nie jest łatwo tam trafić, przygotowałam dokładny dojazd dla osób, które również będą chciały odwiedzić to miejsce. 

Taka dygresja - Screeny z appki What3Words - polecam zainstalować każdemu hikerowi, bo służby ratownicze, policja etc zawsze przy zgłoszeniach pytają czy masz tę aplikację i o trzy słowa lokalizacji w której się znajdujesz. Bardzo przydatna aplikacja, czasem nawet dopytuję hostów o trzy słowa lokacji, żeby mieć pewność, że dojedziemy gdzie trzeba. 


DOKŁADNA LOKALIZACJA OBIEKTU

Llandwrog, Caernarfon LL54 5DU

Najpierw należy dotrzeć do głównej bramy wjazdowej do Parc Glynllifon i College'u.

Brama wjazdowa do Parku - kieruj się przez nią

Po przejechaniu przez bramę skręcamy od razu w prawo.

Jedziemy do końca drogi. Zobaczymy przeszklone drzwi prowadzące do College'u oraz tablicę informacyjną pokazującą rozmieszczenie budynków.

Tutaj ponownie skręcamy w prawo i jedziemy wąską drogą praktycznie do samego końca.


I wtedy nagle zza drzew zaczyna wyłaniać się ona - rezydencja widmo. Piękna, tajemnicza, a zarazem fascynująca w swej wyjątkowości i historii.


Zdjęcia nie oddają rozmiarów tego molocha



PLAS GLYNLLIFON, CZYLI ZACZNIJMY OD POCZĄTKU

Tylko przez chwilkę ponudzę głównymi faktami, ale są istotne, żeby później zrozumieć, z czym właściwie mamy do czynienia. Dalej będzie już tylko ciekawiej. :) Żeby zrozumieć, dlaczego ten budynek jest tak niezwykły, trzeba cofnąć się dużo dalej niż do XIX wieku, bo obecny Plas Glynllifon wcale nie jest pierwszym domem stojącym w tym miejscu.

Źródła mówią o co najmniej trzech wcześniejszych rezydencjach. Zabudowania istniały tutaj już około 1600 roku, kolejny dom powstał w XVIII wieku, a ten został zniszczony przez wielki pożar w 1836 roku. Po pożarze postanowiono najwyraźniej nie bawić się w półśrodki. W latach 1836 - 1848, według projektu architekta Edwarda Haycocka, powstała monumentalna neoklasycystyczna rezydencja, którą oglądamy dzisiaj. Pod koniec XIX wieku, w latach 1889–1890, budynek został jeszcze rozbudowany.

I nie mówimy tutaj o trochę większym domu z kolumnami. Mówimy o prawdziwym potworze.

Jedna z rzeźb w parku - piękna i smutna zarazem

W otwartej części posiadłości meble są trochę nie od parady, z różnych epok i nie wypełniają tych wielkich przestrzeni tak jak kiedyś

PRAWIE 7000 m² i 102 POMIESZCZENIA

Dopiero liczby pokazują skalę tego miejsca. Według dokumentacji nieruchomości, którą odgrzebałam gdzieś w czeluściach internetu, sam parter ma 2364 m², pierwsze piętro 2357 m², drugie 1289 m², a do tego dochodzi jeszcze 916 m² piwnic. Łącznie daje to około 6926 m² powierzchni. Siedem tysięcy metrów i 102 pomieszczenia!

Do tego rezydencję otacza około 16 akrów, czyli mniej więcej 6,5 hektara prywatnych ogrodów i terenów. Trzeba tutaj jednak zaznaczyć jedną ważną rzecz, bo można się w tym wszystkim łatwo pogubić. Sam Plas (rezydencja) i jego prywatny teren to dzisiaj coś innego niż ogromny Parc Glynllifon, który otacza rezydencję i jest dostępny dla odwiedzających. Historycznie cała posiadłość była jeszcze dużo, dużo większa, ale później została sprzedawana różnym osobom prywatnym, firmom i organizacjom po kawałku.

W walijskim Seneddzie (to walijski parlament) podczas obrad nad przyszłością Glynllifon opisywano jako około 700-akrową posiadłość, czyli ponad 280 hektarów. Całość otaczał potężny mur, którego długość dochodziła do około 10 kilometrów.

Statua zakrywająca wejście do dawnej jaskini - przechowalni lodu

Fontanna ogrodowa, dzisiaj już czynna


ARYSTOKRATYCZNY PLAC ZABAW

Glynllifon przez stulecia było rodową siedzibą rodzin Glynne i Wynn(e). Zresztą sama rodzina wyprowadzała swoje pochodzenie od niemal mitycznej postaci Cilmyn Troed Ddu, który według rodzinnej tradycji miał osiedlić się nad rzeką Llifon już w IX wieku. Czyli historia tego miejsca zaczyna się mniej więcej tysiąc lat zanim ktoś wpadł na pomysł, żeby na ostatnim piętrze pałacu urządzić plantację marihuany. Ale o tym dalej... ;) Prawdziwy rozmach Glynllifon widać jednak najlepiej w czasach Lordów Newborough. Największy rozmach posiadłość osiągnęła za czasów Spencera Bulkeleya Wynna, 3. Lorda Newborough, który odziedziczył ją w XIX wieku. Lord miał pieniądze, ziemię i najwyraźniej fantazję praktycznie bez ograniczeń. Jednym z jego wielkich przedsięwzięć było przekształcenie Glynllifon w ogromny eksperyment botaniczny. Nie mam na myśli kilkuset sadzonek. Ani kilku tysięcy. Według oficjalnej historii Parc Glynllifon posadził ich prawie CZTERY MILIONY. Tak, 4 000 000 drzew, krzewów i roślin z całego świata.

Skala przedsięwzięcia była tak ogromna, że w 1828 roku Lord Newborough otrzymał za swoje działania Złoty Medal Royal Society of Arts. A to, co dzisiaj wygląda miejscami jak naturalny, stary walijski las, jest więc częściowo pozostałością gigantycznego projektu tworzonego tutaj. Do kolekcji i projektowania nasadzeń angażowano specjalistów i botaników, a do północnej Walii sprowadzano drzewa i rośliny z najróżniejszych części świata. Park został zaprojektowany tak, aby można było przechodzić pomiędzy kolekcjami roślin reprezentującymi różne regiony i kontynenty. Pojawiały się tutaj egzotyczne gatunki sprowadzane z Ameryki Północnej, Azji i innych części świata, które testowano w łagodnym, wilgotnym klimacie północno-zachodniej Walii. Do dziś spacerując po Glynllifon można zobaczyć niezwykłą kolekcję roślin, rzadkie paprocie i drzewa mające ponad 150 lat. Są tutaj również gigantyczne sekwoje. I tak - można do nich podejść i ich dotknąć :) Cały park przecina ponad 8 mil, czyli prawie 13 kilometrów ścieżek, prowadzących przez lasy, wzdłuż strumieni, przez otwarte polany, stare mosty i kolejne pozostałości dawnej posiadłości. Z pewnością będę chciała tam wrócić, żeby lepiej poznać to miejsce.

Hall zaraz po wejściu przez główne drzwi - z boku mieści się mała recepcja

Most w parku

Same drzewa najwyraźniej Lordom Newborough nie wystarczały... Na terenie posiadłości powstały rozległe ogrody krajobrazowe, trzy otoczone murami ogrody użytkowe, fontanny, stawy, mostki, kaskady, skomplikowane systemy wodne, groty i sztuczne jaskinie. Były też stajnie, warsztaty, młyn, lodownia, oranżerie, zabudowania dla pracowników, mauzoleum, boathouse i pustelnia. Jest nawet amfiteatr zbudowany z łupka, który istnieje do dziś i w którym odwiedzający nadal mogą wejść na scenę i urządzić sobie własne przedstawienie. 

Historyczny park jest dziś wpisany do walijskiego rejestru zabytkowych parków i ogrodów jako obiekt Grade I, czyli otrzymał najwyższą kategorię ochrony. 

Ale moim personalnym faworytem pozostaje Fort Williamsburg. Bo wiadomo - masz ogromną rezydencję, setki akrów ziemi, lasy, egzotyczne drzewa, stajnie, teatr, jaskinie i wodospady. Czego Ci jeszcze brakuje? No przecież, że Fortu! 

Fort Williamsburg powstał około 1761 roku i był wyposażony nawet w działa. Nie pełnił przy tym jakiejś kluczowej funkcji obronnej. Był raczej jednym z tych fantastycznych arystokratycznych kaprysów, które dzisiaj nazwalibyśmy zapewne bardzo drogim hobby. 

Była też pustelnia. I tutaj robi się jeszcze ciekawiej... Według historycznych opisów przez pewien czas miała nawet własnego pustelnika. Później budynek przekształcono w kaplicę, a obok znajdował się... cmentarz dla zwierząt domowych. Bardzo szanuję, że już w tamtych czasach niektórzy ludzie potrafili godnie pochować swoich futrzastych przyjaciół - członków rodziny. To nie jest często spotykany fakt.
I taka ciekawostka - wydra żyjąca w parku, która miała na imię Thomas, została pochowana właśnie na tym cmentarzu. 

Takich smaczków Glynllifon ma dziesiątki! Więcej można poczytać na ich oficjalnej stronie, jak i zabukować bilety na zwiedzanie.

Były ogrody produkujące żywność dla mieszkańców rezydencji, własne zaplecze techniczne, a w XIX wieku powstała nawet gazownia produkująca gaz wykorzystywany między innymi do oświetlenia pałacu. Glynllifon nie było więc po prostu wielkim domem bogatego człowieka. To była właściwie prywatna, niemal samowystarczalna kraina, zaprojektowana tak, żeby właściciel mógł mieć wszystko, czego zapragnął, nie opuszczając własnej posiadłości. 

I kiedy dzisiaj idzie się przez ten park, pomiędzy gigantycznymi starymi drzewami, strumieniami, grotami i pozostałościami kolejnych budowli, dopiero zaczyna docierać do człowieka, jak absurdalnie bogaci musieli być ludzie, którzy stworzyli to miejsce. Idąc wyobrażałam sobie te Damy w sukniach i Lordów we frakach, przechadzających się pośród orientalnych drzew, albo grających w grę terenową, polegającą na odnalezieniu ukrytych w parku statuetek, posążków i innych itemów. Doczytałam, że faktycznie było tam coś takiego, jednak te przedmioty już albo nie istnieją, albo zaginęły na przestrzeni wieków.

Widzisz tę farelkę...? ;)


WŁASNY MŁYN, TARTAK I MASZYNA PAROWA

Ale... Glynllifon było przy tym czymś znacznie więcej niż miejscem do spacerowania w cylindrze pomiędzy sekwojami. To była ogromna, działająca posiadłość posiadająca własne zaplecze techniczne. Rzeka Llifon była wykorzystywana do napędzania młyna i urządzeń pracujących na terenie majątku. Funkcjonował tutaj również tartak. A kiedy sama woda przestała wystarczać, pojawiła się... maszyna parowa. I ona nadal tutaj jest.

Według Parc Glynllifon to jedna z najstarszych maszyn parowych w Wielkiej Brytanii, które zachowały się dokładnie w miejscu, w którym pierwotnie pracowały. Co więcej, została później odrestaurowana przez Freda Dibnaha, słynnego brytyjskiego steeplejacka, mechanika i prezentera telewizyjnego. I najlepsze? To nie jest martwy eksponat muzealny. Maszynę nadal od czasu do czasu uruchamiają.

Dzisiaj trwa również projekt przywrócenia do życia starego młyna wodnego. Plan zakłada ponowne uruchomienie jego turbiny i wykorzystanie jej do wytwarzania energii elektrycznej dla budynków znajdujących się na terenie parku. Czyli instalacja, która napędzała posiadłość ponad sto lat temu, może znowu produkować dla niej prąd. A skąd tu młyn...? Spencer Bulkeley Wynn miał pięcioro dzieci i najwyraźniej bardzo je kochał. Więc zbudował im własny młyn i nazwał go Children's Mill (młyn dzieci). Był on małym budynkiem znajdującym się przy rzece, na południe od stajni.

źródło: https://parcglynllifon.cymru

żródło: https://parcglynllifon.cymru

Jedna z wielu fontann - aktualnie nieczynna 

LODÓWKA SPRZED CZASÓW LODÓWEK

Jest też jaskinia. Bo oczywiście, że jest. I nie była wyłącznie romantyczną dekoracją ogrodu. Jej naturalnie niska temperatura była wykorzystywana do przechowywania lodu. W czasach, kiedy nikt nie otwierał lodówki po kostki do Aperola, odpowiednio zaprojektowane chłodne pomieszczenia i lodownie pozwalały wielkim posiadłościom przechowywać lód przez wiele miesięcy. Dzisiaj Parc Glynllifon prowadzi zbiórkę pieniędzy na odrestaurowanie tego miejsca, żeby w przyszłości odwiedzający mogli wejść do środka.

Dzisiaj część dawnej posiadłości nadal żyje, tylko zupełnie inaczej. Obok Plas działa College Glynllifon, którego kampus obejmuje około 300 hektarów farmy i lasów. Studenci uczą się tutaj rolnictwa, leśnictwa, opieki nad zwierzętami, inżynierii rolniczej i zarządzania terenami wiejskimi.

Czyli ponad dwieście lat później Glynllifon nadal robi właściwie to, co robiło kiedyś. Hoduje. Sadzi. Uczy. Eksperymentuje. I żyje z ziemi, która je otacza. Tylko Lorda Newborough zastąpili studenci, ale jego cztery miliony drzew zostały. I cała spuścizna, pasja i szaleństwo w jedynm, które tchnął w to miejsce, ten park i te mury.

Herb na odrestaurowanej umywalce pokryty kropkami farby

MARIA STELLA, 13-LETNIA PANNA MŁODA I... DUCH?

A skoro mamy ogromną starą rezydencję, nie może oczywiście zabraknąć ducha. I do takiej historii też się dokopałam. Dzięki Ci chat GPT za pomoc w tłumaczeniu Walijskich blogów, stron i gazet!

Z Glynllifon związana jest niezwykła historia Marii Stelli Chiappini. Jej historia jest tak absurdalna, że początkowo byłam przekonana, że czytam jedną z legend związanych z Glynllifon.

Ale nie. Maria Stella naprawdę istniała.

Urodziła się we Włoszech w 1773 roku. Kiedy miała zaledwie 13 lat, poślubiła około 50-letniego Sir Thomasa Wynna, późniejszego 1. Lorda Newborough. Tak - trzynaście (!!!), a on około pięćdziesięciu. Sir Thomas przebywał wówczas we Florencji i właśnie tam poznał swoją przyszłą, ekstremalnie młodą żonę. Później zamieszkali w Glynllifon i doczekali się dwóch synów, Thomasa Johna Wynna, późniejszego 2. Lorda Newborough, oraz Spencera Bulkeleya Wynna, który został 3. Lordem Newborough.

Po śmierci męża w 1807 roku Maria Stella opuściła Walię. Ponownie wyszła za mąż w 1810, tym razem za za barona Eduarda/Heinricha Georga Eduarda von Ungern-Sternberga, szlachcica z Estonii. Walijskie archiwum Gwynedd ma nawet kopię ich aktu ślubu z 11 września 1810 r., gdzie figuruje jako „Baron Edward Ungern-Sternberg of Esthonia”. Estonia należała wówczas do Imperium Rosyjskiego, dlatego w części brytyjskich źródeł jej drugi mąż występuje również jako ‘Russian Baron’ lub ‘Russian Count'. Ale był ziomeczkiem z Estonii.

Tak czy siak - mieszkała w Estonii, a później w Paryżu. I tutaj, w Paryżu - historia robi się naprawdę ciekawa. Maria Stella zaczęła twierdzić, że wcale nie jest córką włoskiej rodziny Chiappini. Według niej jako niemowlę została zamieniona z innym dzieckiem. Twierdziła, że jej prawdziwi biologiczni rodzice należeli do francuskiej rodziny królewskiej, a ją samą po narodzinach oddano Chiappinim w zamian za ich syna.

Ale nie skończyło się na rodzinnych opowieściach przy kieliszku wina... Maria Stella potraktowała sprawę absolutnie poważnie. W 1830 roku wydała autobiografię, w której przedstawiła swoją wersję wydarzeń i przez resztę życia próbowała udowodnić swoje pochodzenie. A teraz najlepsze.

Walijskie źródło historyczne Cof y Cwmwd zwraca uwagę, że jej syn Spencer Bulkeley Wynn, 3. Lord Newborough, otrzymywał później zaproszenia od francuskich środowisk antyrządowych, aby przyjechał do Francji i... zgłosił pretensje do francuskiej korony. Stety czy niestety - odmawiał. Ale gdyby teoria Marii Stelli była prawdziwa, jej potomkowie mieliby podstawy do twierdzenia, że są prawowitymi spadkobiercami francuskiego tronu.

Czyli gdzieś pomiędzy spacerem po walijskim parku, plantacją czterech milionów drzew i budową prywatnego fortu rodzinna historia Glynllifon zahacza nam jeszcze o tron Francji. Z czasem wokół Marii Stelli narosła lokalna legenda mówiąca, że jej duch nadal pojawia się w Plas Glynllifon. Źródła opisujące brytyjskie country houses do dziś wspominają opowieści o nawiedzającej rezydencję włoskiej (a może francuskiej...?) pannie młodej.

Naprawdę coraz trudniej jest czymkolwiek przebić tę rodzinę. A to wcale jeszcze nie koniec.

I jeszcze jedno ujęcie hallu i wejścia

LORD, KTÓRY ZBUDOWAŁ DZIESIĘCIOKILOMETROWY MUR

Syn Marii Stelli, Thomas John Wynn, 2. Lord Newborough, odziedziczył Glynllifon jako dziecko. I również nie prowadził szczególnie nudnego życia.

Oficjalna dokumentacja historyczna Cadw opisuje jego styl życia jako „colourful”. Miał opinię kobieciarza, był bohaterem skandalu, bliżej nie sprecyzowanego w papierologii, a szukałam głęboko. Odbył też klasyczny arystokratyczny Euro Trip i przywiózł z Włoch oraz innych krajów obrazy, antyki i kolejne pomysły na przebudowę rodzinnej posiadłości. Samo wyposażenie zamówione u Gillows kosztowało ponad £3,000, przyjechało w 72 skrzyniach, a montaż trwał 22 dni.

To prawdopodobnie właśnie włoskie podróże zainspirowały część niezwykłych elementów wodnych w Glynllifon. Lord powiększył park w kierunku południowym i zrobił coś, co najlepiej pokazuje skalę całej posiadłości. Otoczył ją murem. Nie takim wokół ogródka. Mur otaczający Glynllifon miał prawie 7 mil, czyli około 10 kilometrów długości. Dziesięć kilometrów muru. Wokół własnego parku.

To również 2. Lordowi przypisuje się stworzenie pustelni nad doliną Afon Llifon, rozbudowę systemu wodnego, zmianę przebiegu rzeki oraz rozpoczęcie budowy mauzoleum. Powstały też pierwsze dwa wielkie walled kitchen gardens, czyli otoczone murem ogrody użytkowe dostarczające żywność dla mieszkańców posiadłości. 

A na południe od rezydencji pojawił się jeszcze jeden arystokratyczny kaprys: Cromlech. Sztuczne, stylizowane na celtycko - druidyczne sanktuarium.

Obiekt jest w remoncie - widać to na każdym kroku 


PAŁAC PŁONIE

Thomas John Wynn zmarł młodo, w 1832 roku, mając 31 lat.  Glynllifon przejął jego brat, Spencer Bulkeley Wynn, 3. Lord Newborough. I kilka lat później wydarzyła się katastrofa.

W 1836 roku stary Plas Glynllifon spłonął.

Zamiast jednak odbudować po prostu poprzedni dom, rodzina zdecydowała się stworzyć coś znacznie bardziej spektakularnego. Tak narodził się budynek, który oglądamy dzisiaj. Nową rezydencję zaprojektował architekt Edward Haycock. Powstał monumentalny, neoklasycystyczny mansion, którego ogromny front, portyk i kolumny miały jasno komunikować jedną rzecz: tutaj mieszkają ludzie z pieniędzmi. I to naprawdę dużymi.

Koszt odbudowy był jednak tak ogromny, że nawet Lord Newborough musiał ograniczyć część swoich planów dotyczących parku. Nie oznacza to oczywiście, że przestał cokolwiek budować, bez przesady ;)

Powstały kolejne groty, trzy fontanny na osi widokowej po wschodniej stronie rezydencji, tarasy ozdobiono urnami i rzeźbami. Rozpoczęte wcześniej mauzoleum pozostało natomiast niedokończone, bo pieniądze trzeba było skierować na odbudowę pałacu. I tak stoi niedokończone do dzisiaj.

Ścieżki parku są dobrze oznaczone

ORŁY, PALMY I POLUJĄCY NA ROŚLINY WIKTORIANIE

W 1888 roku Glynllifon odziedziczył Frederick George „Freddie” Wynn. I Freddie miał kolejną obsesję. Rośliny. Był niezwykle zainteresowany popularnymi w epoce wiktoriańskiej wyprawami tzw. plant hunters, czyli ludzi podróżujących po świecie w poszukiwaniu nowych i egzotycznych gatunków roślin. Do Glynllifon zaczęły trafiać kolejne egzotyczne drzewa. Wiele z nich rośnie w parku do dziś. Freddie szczególnie kochał paprocie. Sadził je masowo i utrzymywał również bardzo rozbudowane formy topiary. 

Ale miał jeszcze jedną fascynację. Orły. Orzeł był symbolem rodziny Wynn, więc Freddie nie ograniczył się do wyrzeźbienia jednego nad kominkiem. Trzymał w posiadłości parę prawdziwych orłów. Miały własny Eagle House, stojący obok Palm House w jednym z otoczonych murem ogrodów. Na wyspie na rzece Llifon ułożono nawet mozaikę przedstawiającą orła wykonaną z kamyków.

Kolejne parkowe ciekawostki

KONIEC EPOKI LORDÓW

Po śmierci Freddiego Wynna w 1932 roku fortuna Glynllifon zaczęła się zmieniać. Czasy wielkich arystokratycznych posiadłości powoli się kończyły. Jeszcze w 1935 roku naprawiano gigantyczny mur otaczający park, ale utrzymanie takiego miejsca było ogromnym przedsięwzięciem. 

W końcu w 1948 roku cała posiadłość została sprzedana handlarzowi drewnem. I niestety nietrudno zgadnąć, co zainteresowało handlarza drewnem w posiadłości, której kolejni właściciele przez ponad sto lat sadzili miliony drzew. Część historycznego krajobrazu zaczęła się zmieniać. W 1954 roku Plas i park kupiła Caernarvonshire County Council. I tym samym kończy się historia Glynllifon jako prywatnego arystokratycznego świata Lordów Newborough. Ale zaczyna się zupełnie nowe życie.

Sala śniadaniowa

Z PAŁACU DO AKADEMIKA

Ogromna rezydencja została związana z Glynllifon Agricultural College. Dawne arystokratyczne wnętrza zaczęły pełnić zupełnie prozaiczne funkcje. W części pomieszczeń powstały biura i akademiki dla studentów. Wyobraźcie sobie tylko: Budzicie się rano, idziecie na zajęcia z rolnictwa. A Wasz akademik ma 102 pomieszczenia, monumentalny portyk, fontanny i historię Lordów Newborough. Ot, taki zwyczajny dzień na uczelni. 

Teren dawnych stajni i części gospodarczej również został związany z College'em, którego następca działa w Glynllifon do dziś. Dzisiejszy Coleg Glynllifon nadal wykorzystuje ogromny teren jako żywe zaplecze edukacyjne. Studenci uczą się tutaj rolnictwa, leśnictwa, inżynierii rolniczej, opieki nad zwierzętami i zarządzania terenami wiejskimi. Czyli miejsce, które przez setki lat było gigantyczną działającą posiadłością ziemską, w pewnym sensie nigdy nie przestało nią być. Zmieniło tylko właścicieli i funkcję. A zamiast Lordów pojawili się studenci i wykładowcy. 


Obecna sala śniadaniowa

1969. DO GLYNLLIFON WRACA WIELKI ŚWIAT

Jednym z najbardziej prestiżowych momentów w historii Plas Glynllifon był 1969 rok. Latem, 1 lipca 1969 roku w pobliskim Caernarfon Castle odbyła się inwestytura 21 - letniego księcia Karola jako Prince of Wales (uroczysta ceremonia nadania tytułu i urzędu Księcia Walii). Ceremonię oglądały miliony ludzi, a Plas Glynllifon był miejscem późniejszego balu elit związanego z tym wydarzeniem. 

Czyli w czasach, kiedy budynek nie był już prywatnym pałacem Lordów Newborough, jeszcze raz na chwilę powrócił do świata wielkich oficjalnych wydarzeń. Uwielbiam historię tego miejsca właśnie za takie kontrasty. Arystokracja. Szalone pomysły na wynalazki, park, bal... a potem zamiast lodu w jaskiniach - największa w Europie populacja nietoperzy podkowca małego i policja chodząca po pokojach pełnych konopii...

Odrestaurowana łazienka jednego z pokoi B&B


PODZIAŁ WSPÓŁCZESNEGO MAJĄTKU LORDÓW

... a propo spacerów po rezydencji i parku. Spacerując dzisiaj po Glynllifon łatwo odnieść wrażenie, że wszystko, co widzimy, należało do jednego pałacu i nadal stanowi jedną nieruchomość. Tak już nie jest. Historyczna posiadłość została z czasem podzielona.

Sam Plas Glynllifon wraz z około 16 akrami, czyli mniej więcej 6,5 hektara ogrodów, znajduje się dziś w rękach prywatnych. Otaczający go Parc Glynllifon funkcjonuje oddzielnie. College również jest osobnym bytem. Część dawnych domków, lodge'y i innych budynków posiadłości ma jeszcze innych właścicieli. Dlatego Glynllifon jest dziś trochę jak wielkie historyczne puzzle. Wszystkie elementy należały kiedyś do jednego niezwykłego świata Lordów Newborough. Dzisiaj mają różnych właścicieli i różne funkcje.

Ale kiedy staniecie przy fontannie i spojrzycie przez ogromny trawnik w kierunku Plas, nadal bardzo łatwo wyobrazić sobie, jak wyglądało to miejsce, kiedy całe to, co widzicie przed sobą, było po prostu czyimś domem.

Drogowskaz na ścieżkę nietoperzy 

OD REZYDENCJI DO AKADEMIKA

Po II wojnie światowej kończy się arystokratyczny rozdział Glynllifon. W 1948 roku posiadłość została sprzedana handlarzowi drewnem, a kilka lat później dom i park przejęły lokalne władze.

Budynki zaczęto wykorzystywać jako biura oraz zakwaterowanie związane z Glynllifon Agricultural College. I przez następne dekady historia rezydencji stawała się coraz bardziej skomplikowana. W 2000 roku Plas ponownie przeszedł w prywatne ręce. Pojawiały się kolejne wielkie plany. Znalazłam różne wzmianki i spekulacje. Luksusowy hotel albo wedding venue. Pięciogwiazdkowa rezydencja, renowacja. Miliony funtów inwestycji... A potem kolejne problemy finansowe.

Kontrasty - stary mostek i kaskada oraz nowy mostek, wiadomo który jest ładniejszy...


£500 000 ZA PAŁAC

I tutaj zaczyna się historia, przy której ceny mieszkań w Oxfordshire przestają mieć jakikolwiek sens... Według dokumentów analizowanych przy kolejnych zmianach własności, w 2003 roku Glynllifon Mansion wraz z otaczającym terenem został sprzedany za około £500 000! Tak. Pół miliona funtów. Za ogromny zabytkowy mansion. Tyle, ile w Oxfordzie kosztuje ciasny 3 bedroom...

Oczywiście zakup takiego budynku jest prawdopodobnie najtańszą częścią całej zabawy. Utrzymanie, ogrzewanie, dach, instalacje, ochrona zabytku i remont prawie siedmiu tysięcy metrów kwadratowych potrafią połknąć niewyobrażalne pieniądze.

Projekt upadł i w 2013 roku obiekt ponownie znalazł się w rękach receivers. W 2016 roku Paul i Rowena Williams kupili nieruchomość za około £630 000. Czyli niewiele więcej. Ich plany były ogromne. Plas miał stać się luksusowym hotelem. Prowadzono poważne prace renowacyjne, a późniejsze plany mówiły o około 42 pokojach hotelowych. Ale historia znowu się powtórzyła. W 2020 roku projekt znalazł się w receivership, a Plas wystawiono na sprzedaż z ceną orientacyjną £2 milionów. Choć ogłoszenie dość szybko znikło...

Wielki witraż wprawiony w marmurowe kolumny przedstawiający herb


A PRZEZ CHWILĘ PLAS GLYNLLIFON... PRZESTAŁ BYĆ PLAS GLYNLLIFON

To jest jeden z moich ulubionych walijskich smaczków. W 2015 roku firma próbowała sprzedawać części rezydencji jako inwestycje buy-to-rent. Problem? W materiałach marketingowych historyczna nazwa Plas Glynllifon zniknęła. Zamiast niej pojawiło się: Wynnborn Mansion. Lokalni mieszkańcy byli, delikatnie mówiąc, niezadowoleni. A dosadniej - wściekli do tego stopnia, że nie obyło się bez petycji i protestów. Była to jedna z głośniejszych spraw na Walii w tamtym czasie. Z resztą - ta rezydencja nie raz otarła się o łamy gazet czy blogów...

Sprawa zrobiła się na tyle głośna, że później dyskutowano o niej nawet w Senedd Cymru, walijskim parlamencie. Siân Gwenllian (walijska polityczka i była dziennikarka. Od maja 2026 roku pełni funkcję ministra ds. samorządu lokalnego, mieszkalnictwa i planowania przestrzennego w rządzie Walii) opowiadała, że nazwa Glynllifon używana była co najmniej od XVI wieku i że przeciwko jej zmianie protestowali zarówno walijsko-, jak i anglojęzyczni mieszkańcy.

Presja zadziałała. W październiku 2015 roku firma zrezygnowała. Plas Glynllifon odzyskał swoją nazwę. I bardzo dobrze moim skromnym zdaniem. Nie powinno odzierać się z dziedzictwa i historii takiego miejsca. A jego nazwa - jest jego częścią.


OPUSZCZONY PAŁAC I KRÓLESTWO URBEXU

Kiedy kolejne plany renowacji upadały, ogromna część rezydencji pozostawała pusta. I wtedy Plas Glynllifon dostał drugie internetowe życie. Zupełnie inne od tego, które planowali właściciele. Stał się celem urban explorers. W internecie zaczęły pojawiać się zdjęcia i filmy z wnętrza. Odpal insta albo YT - na pewno znajdziesz nie jeden materiał. Wielkie puste korytarze. Niedokończone pokoje. Fragmenty dawnych dekoracji. Odpadające tynki. Ogromne klatki schodowe. Na forach urbexowych do dziś można znaleźć całe raporty z nielegalnych lub półlegalnych eksploracji budynku. Należę do dwóch - na obydwu znalazłam konkretny materiał filmowy. Jeden z takich raportów dokumentuje wizytę z grudnia 2021 roku. Plas zaczął funkcjonować w internecie jako wielka opuszczona rezydencja. Idealne miejsce dla urbexu. Idealne miejsce dla łowców duchów. I, jak się później okazało... idealne miejsce dla jeszcze jednej grupy ludzi.


KWIECIEŃ 2026 - POLICJA WCHODZI DO PAŁACU

I teraz dochodzimy do fragmentu, który brzmi jak scenariusz filmu, ale wydarzył się naprawdę. Sama byłam mocno zaskoczona, kiedy odkryłam tę historię, bo my spaliśmy w tej rezydencji we wrześniu 2026 roku, zaledwie pięć miesięcy później.

7 kwietnia 2026 roku North Wales Police weszła do Plas Glynllifon, wykonując nakaz wydany na podstawie Misuse of Drugs Act. Policja podejrzewała, że wewnątrz ogromnego, zabytkowego mansion może znajdować się plantacja konopi. Podejrzenia okazały się słuszne. I to bardzo. Na najwyższej kondygnacji budynku policjanci odkryli dużą, zorganizowaną uprawę marihuany. Nie dwie doniczki za zasłoną, nie jeden pokój. Około DWUNASTU pomieszczeń.

Według Superintendent Arwela Hughesa rośliny były już dość dojrzałe, a on sam określił znalezisko jako „significant grow”, czyli znaczącą uprawę. Przy tak ogromnym budynku można było stworzyć całą instalację praktycznie niewidoczną z zewnątrz. Co więcej, na potrzeby uprawy ingerowano w instalację elektryczną oraz przekierowywano doprowadzenie wody wewnątrz zabytkowej rezydencji. A przypominam, że mówimy o Grade I listed building.

Policja pozostała na miejscu przez kilka dni. Zabezpieczano materiał dowodowy, prowadzono prace kryminalistyczne i analizowano materiały cyfrowe. I początkowo, co dziwne - nie aresztowano nikogo. Co więcej, w pierwszych doniesieniach Superintendent Hughes mówił, że policja nie skontaktowała się jeszcze nawet z właścicielami nieruchomości. Jednocześnie był przekonany, że zebrane dowody doprowadzą do zatrzymań. I rzeczywiście doprowadziły.

We wrześniu 2026 roku (my spaliśmy tam właśnie we wrześniu) walijskojęzyczne Newyddion S4C poinformowało o dalszym ciągu sprawy. North Wales Police potwierdziła, że w związku z odkrytą w Plas Glynllifon plantacją aresztowano dwóch mężczyzn, w wieku 70 i 38 lat. 70-letni mężczyzna został zatrzymany pod zarzutem pozwolenia na wykorzystywanie nieruchomości do działalności związanej z dostarczaniem konopi. Po przesłuchaniu został zwolniony za policyjną kaucją. Drugi zatrzymany, 38-letni mężczyzna, był podejrzewany o udział w dostarczaniu konopi. Jego również zwolniono, ale pozostaje objęty dochodzeniem.

Korytarze otwartego skrzydła z pokojami do wynajęcia. Stare kaloryfery, odchodząca farba i piękne sufitowe dekoracje, które przetrwały próbę czasu


Na moment pisania tego posta North Wales Police informowała, że śledztwo nadal trwa. Ale mam bardzo ciekawe info z pobytu w Plas Glynllifon - wynajem pokoi, recepcję i podawanie śniadań prowadzi starszy ekscentryczny Pan z laską ze srebrną końcówką w wieku około 70 lat, który ma na imię Steve i jego kompan w wieku około 40 lat - David... Przypadek? 

Policja nie ujawniła danych zatrzymanych mężczyzn i nie znalazłam informacji o postawieniu im ostatecznych zarzutów przed sądem ani tym bardziej o skazaniu któregoś z nich. Dlatego nie będę tutaj dorabiać własnej wersji wydarzeń ani próbować łączyć zatrzymanych z osobami, które dzisiaj prowadzą B&B w Plas Glynllifon.

Wiem tylko tyle, ile oficjalnie potwierdziła policja. Ale sama chronologia i zbieżność jest niesamowita. 7 kwietnia 2026: policja znajduje na najwyższym piętrze plantację zajmującą około 12 pomieszczeń. Wrzesień 2026: my rezerwujemy przez booking pokój last minute, dzień przed wyjazdem, w tym samym budynku za około £60 ze śniadaniem i normalnie jedziemy tam spać, a wita nas Steve i David - swoją drogą przemili i chetni do rozmowy o tym miejscu i jego historii. 

I wiecie co? Gdybym tę historię zobaczyła w filmie, powiedziałabym, że scenarzysta trochę przesadził. A to po prostu kolejny rozdział historii Plas Glynllifon.


Przejście do teatru letniego


B&B PLAS GLYNLLIFON MASION na portalach bookingowych

I właśnie tutaj trafiamy do naszej historii. Bo kiedy natknęłam się na Plas Glynllifon w internecie, odkryłam coś absolutnie absurdalnego. Szukałam noclegu tydzień przed naszym wyjazdem na Snowdonię. Nie znalazłam nic taniego i ciekawego. Szukałam trzy i dwa dni przed wyjazdem - równiez nic. I ta perełka pojawiła się dzień przed naszym wyjazdem dokładnie za 60 funtów ze śniadaniem w cenie. Nie jako pięciogwiazdkowy hotel. Nie jako luksusowe spa. Nie jako posh countryside mansion za kilka tysięcy funtów. Po prostu jako niezwykle osobliwe B&B działające wewnątrz ogromnej, nadal remontowanej rezydencji. W prawie siedmiotysięcznometrowym, Grade I listed mansion. I to dosłownie kilka miesięcy po nalocie policji z aresztowaniami i sprawą w toku. 

Nie mogło być inaczej - zarezerwowałam. Bo jak mogłabym nie zarezerwować TAKIEGO miejsca..?

Ścieżki parku

STEVE & DAVID - TAJEMNICZY GOSPODARZE PLAS GLYNLLIFON

Steve i David to gospodarze rezydencji, którzy witają Cię po przyjeździe, podają śniadanie, ale też opowiadają chętnie o historii budynku i trwającej renowacji i odbudowie rezydencji, prowadzonej mimo przeciwności. Dzięki rozmowom z nimi tak zafascynowałam się tym miejscem i postanowiłam poszperać głębiej. 

I tutaj pojawia się kolejna zagadka. Internet bardzo łatwo zaczyna nazywać Steve'a "nowym właścicielem”, ale ja nie znalazłam wiarygodnego dokumentu potwierdzającego, że to właśnie on formalnie kupił Plas Glynllifon. Historia prawna nieruchomości jest wyjątkowo skomplikowana, przewijają się przez nią kolejne spółki, inwestorzy, receivers i deweloperzy. Dlatego nie będę dopisywać historii tam, gdzie dokumenty jej nie potwierdzają.

Steve i David są jednymi z ludzi, których spotkacie dzisiaj w Plas Glynllifon i którzy są związani z jego obecnym funkcjonowaniem i renowacją. A kto dokładnie jest obecnie formalnym właścicielem całego kolosa? I kto został aresztowany...? To temat na osobne śledztwo.

Rezydencja słynie z nietoperzy, które zamieszkują zarówno jaskinie, jak i części budynku

NIETOPERZE

No właśnie. Byli arystokraci, królewski bal, duch, urbex, tajemniczy gospodarze i fabryka marihuany. A Plas Glynllifon ma jeszcze jednych bardzo ważnych mieszkańców!

Nietoperze. I nie jest to kilka przypadkowych nietoperzy mieszkających gdzieś pod dachówką. Glynllifon jest jednym z najważniejszych miejsc w Wielkiej Brytanii dla Rhinolophus hipposideros, czyli ślicznego podkowca małego. (Tak - bardzo lubię nietoperze i te ich ryjki i uszka).

Obszar Glynllifon jest oficjalnie chroniony jako Special Area of Conservation, właśnie ze względu na ten gatunek. Jest zarówno miejscem rozrodu, jak i zimowania nietoperzy. Steve powiedział mi, że są one liczone... co miesiąc. I we wrześniu 2026 naliczono grubo ponad 4000. 

Według oficjalnego Joint Nature Conservation Committee tutejsza populacja odpowiada za około 6% całej brytyjskiej populacji podkowca małego. Natomiast dokumenty dotyczące ochrony tego gatunku określają kolonię Glynllifon jako jedną z największych kolonii tego gatunku w Europie. Części samego historycznego budynku są chronione właśnie ze względu na miejsca bytowania nietoperzy. Co oznacza też, że remont takiego miejsca nie polega po prostu na 'Dobra, Mirek , zrywamy dach i robimy nowy'. Tutaj nakłada się tyle utrudnień dla remontów i pozwoleń, komisji i papierkowej roboty. To rezydencja Grade I. Chronione historyczne wnętrza, chroniony krajobraz i jedną z najważniejszych kolonii podkowca małego.

No to powodzenia Mirek z tym remontem... ;)

Hall

Niektóre detale, które przetrwały próby czasu i zmiany właścicieli cieszą oko - tu ręcznie malowany obraz nad łukiem drzwi korytarza


JAK WYGLĄDA NOCLEG W PLAS GLYNLLIFON i CZY WARTO?

Plas Glynllifon nie jest wypolerowany. Nie został jeszcze zamieniony w luksusowy hotel, w którym historyczna klamka zostaje zastąpiona reprodukcją, ściany są idealnie pomalowane, a historię budynku poznajemy z laminowanej kartki stojącej obok ekspresu do kawy. Tutaj tę historię nadal widać. Momentami człowiek patrzy na ogrom korytarza i zastanawia się kto normalny podejmuje się remontowania czegoś takiego? 

Ale uważam, że właśnie dlatego warto zobaczyć Plas teraz. Bo być może za kilka czy kilkanaście lat będzie tutaj luksusowy hotel z cenami z kosmosu. Wszystko odnowione i wyremontowane na tip top. Może powstanie restauracja, spa i wszystko będzie wyglądało jak milion dolarów... za to dzisiaj masz szansę zobaczyć coś prawdziwego, dotknąć tej historii i zobaczyć ją na własne oczy. 

Tutaj trzeba mieć świadomość, że to nie jest normalny hotel. Jeżeli ktoś oczekuje Hiltona, recepcji czynnej 24 godziny na dobę, identycznych korytarzy, perfekcyjnie wykończonych ścian i spa z szlafrokiem czekającym na łóżku, to może się bardzo zdziwić. Od razu odradzam tik tokowym influencerom i wszystkim gwiazdeczkom szukającym luksusów.

Plas Glynllifon jest w trakcie ratowania. Podczas naszego pobytu było tylko 7 pokoi do wynajęcia (ze 102 pokoi rezydencji), a wszystkie dostępne części od recepcji, po salę śniadaniową, po pokoje i łazienki ogrzewane były... farelkami. 

Część po prostu wygląda tak, jakby czas zatrzymał się tam wiele lat temu. A część pomieszczeń jest odnowiona. Trochę. Część jest w trakcie remontu. Tu gdzieś leci tynk, tam gdzieś łuszczy się farba. Gdzieś stoi drabina, a na balustradzie jest kurz... Ale za to zabytkowe meble w wielkich pokojach z drewnianą podłogą, WIelkie przestrzenie, grube mury i olbrzymie okna, okraszone gdzie niegdzie witrażami... i czysta pościel na twardym, wygodnym materacu - to wszystko wynagradza całą resztę. :)

Ah! I najważniejsze! Pet friendly! Luter był, widział i zwiedzał i bardzo mu się podobało :) 

Lu na pierwszym piętrze, gdzie są pokoje do wynajęcia, zachwycony był przestrzenią i biegał zwiedzając przejścia i korytarze

I właśnie dlatego dla mnie ten nocleg jest tak niesamowity. Nie przyjeżdżasz do gotowego hotelu urządzonego „w stylu historycznym”. Śpisz wewnątrz prawdziwej historii. W budynku, który właśnie próbuje wrócić do życia. I dokładnie takie wrażenie sprawia to miejsce. Jakby ktoś próbował obudzić olbrzyma, który spał zdecydowanie za długo.

Jeżeli szukacie normalnego hotelu, prawdopodobnie znajdziecie w okolicy setki bardziej oczywistych noclegów z lepszymi warunkami, gdzie ciepła woda z kranu leci od razu, a nie po kilku minutach. Jeżeli jednak tak jak ja kochacie miejsca dziwne, historyczne, trochę zapomniane, trochę niedoskonałe i absolutnie niepowtarzalne, to Plas Glynllifon jest czymś wyjątkowym i na pewno Was zachwyci.

Marmurowe 'okno' w które wprawiony jest witraż z herbem ze zdjęcia wyżej)


To jest nocleg w prawdziwej XIX-wiecznej rezydencji, która przeżyła więcej zwrotów akcji niż niejeden człowiek. I która nadal nie powiedziała ostatniego słowa.

Rzut na naszą sypialnię - z prawej przejście do drugiej sypialni, mniejszej, również należącej do naszego pokoju. I do łazienki.

A najlepsze? Kiedy wieczorem zamykacie drzwi swojego pokoju i przypominacie sobie, że gdzieś wokół Was znajduje się jeszcze jakieś sto innych pomieszczeń, część odnowiona, część pusta, gdzieś pod dachem i w zakamarkach mieszkają chronione nietoperze, po korytarzach według legendy może przechadzać się Maria Stella, a jeszcze kilka miesięcy wcześniej piętro wyżej policja zabezpieczała plantację marihuany...nagle £60 za noc wydaje się najlepiej wydanymi £60 w Walii. ;)

Takie ładne lustro stało na podłodze na korytarzu koło sali śniadaniowej - ciekawe, gdzie zawiśnie?

Mapa parku, źródło: https://parcglynllifon.cymru/wp-content/uploads/2023/10/Parc-Glynllifon-Map-Safle-crop.jpg

Rezydencja Plas Glynllifon





A teraz zapraszam na film :)








Komentarze

Zajrzyj też tutaj

Ilu Was tu zajrzało

Często klikane

all rights reserved draVska.com