3 tygodnie w siodle: Nasz Eurotrip 2016. Dzień 4 - Granica włosko - francuska, przełęcze alpejskie, świstaki i miasteczko Caraglio - draVska
3 tygodnie w siodle: Nasz Eurotrip 2016. Dzień 4 - Granica włosko - francuska, przełęcze alpejskie, świstaki i miasteczko Caraglio

3 tygodnie w siodle: Nasz Eurotrip 2016. Dzień 4 - Granica włosko - francuska, przełęcze alpejskie, świstaki i miasteczko Caraglio

Brak komentarzy
     Kolejny dzień w Alpach. Amplitudy temperatur coraz większe! Z 29 stopni po pół godziny zrobiło się 14,5. Zarówno po stronie francuskiej, jak i włoskiej.


Tak nas ujął fotograf w drodze na przełęcz d'Izoard. Nie macie wrażenia, że to wygląda jak fotomontaż, a my jak wklejeni w tło? ;)
     Swoją drogą, dlaczego w każdym państwie i języku Włochy to Italia, Italy? A u nas Włochy? Jak skręcone kudły jakieś... Chyba nigdy tego nie pojmę, jak można było spieprzyć tak piękną, śpiewną nazwę, jak Italia, naszymi polskimi Włochami? :P (dla chętnych tutaj wytłumaczenie prof. Miodka dlaczego właśnie Włochy, a nie Italia).
     Pognaliśmy w stronę granicy włosko - francuskiej, którą przekroczyliśmy na wysokości 2744 m n.p.m. przełęczy Agnel (Col Agnel), choć wszyscy mówią na nią Angel (Anioł). Mieliśmy straszne szczęście, ponieważ dotarliśmy w momencie, gdzie dookoła nie było ani jednej chmurki, ale już 5 minut po naszym przyjeździe, z dołu napłynęły gęste, białe obłoki (magiczny widok patrzeć, jak chmura płynie na Ciebie z dołu. Wygląda to jak czary!).
Zdjęcie zrobione zaraz po naszym przyjeździe
5 minut później





     Droga wspaniała, zrobiliśmy kilkaset zakrętów, co najmniej! Momentami na prawdę było ciasno i stromo, z boku przepaść... i jak tu się mijają kierowcy busów?? Ale Marek był w żywiole i każdy zakręt pokonał zjawiskowo, mimo przeładowanego motoru i mnie w postaci plecaczka ;)
     Po drodze i na przełęczy Col d'Izoard (2360m) mnóstwo bajkersów, z kilkoma mieliśmy okazję porozmawiać. Każdy ma ciekawe opowieści i doświadczenia. Bardzo dużo par takich jak my - podróżujących po Europie na motorze.
     To co dzisiaj nagrałam z GoPro będzie cieszyć nasze oczy nawet jak będziemy dziadkami :)
     Obiad na wsi we Włoszech. Lokalna restauracyjka prowadzona przez jedną rodzinę. Pierwszy raz w życiu nie dostaliśmy menu. Do wyboru były kolejno dwie potrawy na przystawki, pierwsze danie, drugie i deser. Kompletnie nie potrafiliśmy się dogadać, bo nikt nie mówił tutaj po angielsku. Po kolei przynoszono nam potrawy i pokazywano, co możemy zjeść. Było smacznie :) Zostawiamy napiwek wnukowi, który nas obsługiwał i wskakujemy na motor, a 3 pokolenia prowadzące restauracyjkę wychodzą nam pomachać przed odjazdem ;)
Tak, to na zdjęciu to muchy. Nie wiemy do dzisiaj skąd się tam wzięły, ale trzeba było uciekać! :)
Przełęcz d'Izoard

Na trasie często napotyka się na pomniki i miejsca pamięci po osobach, które straciły życie w górach, tunelach czy na przełęczach. Tutaj zdjęcie takiego miejsca. Warto przystanąć i oddać chwilę ciszy osobom, które odeszły.
Granica włosko - francuska i niesamowita czapa śniegu. A pod nią - opalający się ludzie. Zobacz, jaka była wielka!
Jadąc tą drogą pierwszy raz w życiu widziałam świstaka na żywo - ale futrzak! Jak z reklamy ;)
Planowanie dalszej trasy :)
Lody w Cuneo
WIele takich zameczków leży na górach i pagórkach. Piękny i nierzadki widok. 


Żałuję, że nie miałam naklejek draVskiej, ale już ten błąd naprawiłam, na następną podróż przygotowane! :)

Tradycyjne śniadanie włoskie :) Croissant i kawa :) Tu, wyjątkowo w dużej filiżance, normalnie podają te ichnie mini espresso


Część I mapki kończy się niespodziewanie z nieznanej przyczyny, prawdopodobnie nie da się dzisiaj już przejechać do końca tam, gdzie myśmy jechali i Google nie chce wyznaczyć nam tamtędy szlaku (Przez Moulines - en Queyras). Jest sezonowo zamykana i tylko w okresie letnim jest dostępna i przejezdna.




Prześlij komentarz

Dzięki, że zostawiasz po sobie ślad - to zawsze motywuje :)