3 tygodnie w siodle: Nasz Eurotrip 2016. Dzień 17 - Wenecja, czyli jak to wygląda w realu ;) - draVska
3 tygodnie w siodle: Nasz Eurotrip 2016. Dzień 17 - Wenecja, czyli jak to wygląda w realu ;)

3 tygodnie w siodle: Nasz Eurotrip 2016. Dzień 17 - Wenecja, czyli jak to wygląda w realu ;)

Brak komentarzy
Po nocy spędzonej na plaży w Lido di Dante nadszedł czas na hotel przy Placu Świętego Marka w Wenecji.
     Na co się przygotować jadąc do Wenecji ? 
     Na pewno na to, że przed wjazdem do miasta trzeba zostawić auto / motocykl czy jakikolwiek inny środek transportu, na jednym z dwóch wielkich parkingów. Wenecja jest całkowicie zamknięta na ruch inny niż pieszy i wodny. Możesz wziąć wodną taksówkę, ale nie możesz wziąć skutera ;)
     Kiedyś przeczytałam na jakimś z blogów, że w Wenecji śmierdzi. Cóż za wybitna bzdura! Albo pisał to jakiś totalny mieszczuch, dla którego zapach wody innej niż chlorowana to smród... Albo ja zostanę baleriną ;) Otóż nie . Nie śmierdzi. Miejscami możesz poczuć zapach wody, zapach wilgoci, zapach mułu, jak nad rzeką czy jeziorem.
Zapach soli, zapach kawy, zapach ciastek i włoskiej oszałamiająco - ziołowej kuchni. Ale na pewno nie powiem, że w Wenecji śmierdzi. Charakterystyczny zapach wody unoszący się między uliczkami, wyczuwalny zwłaszcza w miejscach oddalonych od tłumów i zgiełku (tak! Można tam takie znaleźć! ) jest swoistym elementem tego miejsca, bez którego nie byłoby chyba tego klimatu i tej całej 'weneckiej' otoczki.
     Kolejna sprawa - water taxi, czyli wodna taksówka. Tak, jak najbardziej istnieją, są i można z nich skorzystać. Ale są horrendalnie drogie i za przejazd np z okolic parkingów pod plac Świętego Marka zawołają od Ciebie 90 euro, gdzie ta sama trasa wodnym autobusem (tak, tez istnieją! :P) będzie nas kosztowała 7,89 euro :)
Przystanek wodnego autobusu
Po lewej - wodne taksówki. Po prawej - wodny autobus.
     Warto zastanowić się jaki transport wybierzemy. Wiem, że to taki fajny lansik, podpłynąć pod wodną bramę hotelu (zwykle hotele w Wenecji mają drzwi frontowe, jako zwykłe wejście z uliczki, a także 'water gate' - czyli podjazd dla wodnych taksówek i gondol), ale jednak autobus wodny wychodzi w rozrachunku bardzo tanio w porównaniu z taksą.
     Gondole. Owszem są, jest ich wręcz pełno. Ceny za przepłynięcie się takim dobytkiem zależą od tego jaka trasa, czy z Panem muzykantem tudzież śpiewakiem, w ile osób etc. Jednak nie spotkałam tańszej imprezy gondolowej niż 20 euro. Poniżej też dowód na to, że nie jest to tak romantyczne, jak na filmach i zdjęciach. Na ściśle wytyczonych kanałach dla ruchu turystycznego pływają dziesiątki, jeśli nie setki gondol. Często tworzy się korek, czy chińska wycieczka cykająca sobie pierdyliard zdjęć, krzycząca i machająca czym się da, skutecznie psują nastrój i odstraszają od skorzystania z takiej atrakcji...
Tak to wygląda w rzeczywistości - korek i jedna gondola na drugiej, a tu już czekają kolejni chińscy turyści na sweet focię z wody ;)
 Wszędzie pamiątki i gadżety... z Chin ;)
     Mimo, że Wenecja modrzewiem stoi, bo budynki zbudowano na modrzewiowych palach, to podtopienia są niestety częstym przypadkiem. Te poziomy, które kiedyś służyły ludziom za spichlerze, piwnice, czy nawet część mieszkalną - dziś stoją pod wodą, a z roku na rok poziom wody się podnosi.
     Miasto wystawione jest na stałe oddziaływanie słonej wody, więc w Wenecji wciąż trwają prace renowacyjne, mające na celu zachowanie świetności miasta. Nie ma chyba drugiego takiego miejsca, gdzie człowiek czuje się, jakby przeniósł się w czasie. Wszystko za sprawą braku komunikacji lądowej poza wodną :) Ma to swój urok - momentami czułam się, jakbym chodziła po uliczkach za czasów Marco Polo - zwłaszcza w tych ustronnych, cichych miejscach, gdzie budynki wzniesione na modrzewiowych palach udowadniają, że widziały niejedno przez setki lat!
Nisko, niżej i najniżej! Trzeba na to niestety uważać, zwłaszcza, jeśli ktoś ma więcej niż 180. W Wenecji większość przejść i sklepień jest bardzo niska. Obrazuje to, jak niscy kiedyś byli ludzie. Drzwi, łuki w korytarzach - wszystko nie sięga zbyt wysoko.

Cudowne freski i zdobienia fasad kamienic i domów weneckich robią fenomenalne wrażenie. Wystarczy podnieść głowę do góry, żeby podziwiać te wszystkie wspaniałości. Szkoda tylko, że często ludzie zagapieni w swoje telefony walące im selfiki, zapominają o tym, że można spojrzeć w górę... ;)
Plac Świętego Marka - najsłynniejsza chyba miejscówka w Wenecji. I najbardziej tłoczna. Każdy turysta chce tu selfika, albo przejść się historyczną ścieżką wśród kolumn... Ale wieczorem miejsce to zmienia się w istną filharmonię! Z każdej strony dobiegają dźwięki restauracyjnych orkiestr. Jest to niesamowite, jak muzyka przyjemnie wpływa na człowieka i poprawia mu nastrój. Zwłaszcza w takim miejscu. Poziom romantyzmu +100%
 Mimo całego zgiełku, tłoku i głównych masówkowych tras... można znaleźć i oazy spokoju i zaciszne kąciki, gdzie ledwo dosłyszalny zgiełk centrum kompletnie znika na dalszy plan... Wystarczy trochę pokluczyć, pokręcić się. I takie perełki stoją przed nami otworem :)
 Gorąco! Jak to we Włoszech latem. Ale na straganach i restauracjach dobrze wiedzą, jak zadbać o jedzenie, a przy tym zrobić niezły widok. I smaka! :)
 Jeśli macie okazję odwiedzić to miejsce - na pewno warto. Mimo, że romantyzmu daleko nam szukać i nie jest łatwo o wyciszenie - dla chcącego nic trudnego i jak troszkę się postaramy, taki wypad weekendowy do Wenecji może okazać się wspaniały :)

Prześlij komentarz

Dzięki, że zostawiasz po sobie ślad - to zawsze motywuje :)